Kiedy myślimy o kreatywności, często przed oczami stają nam artyści, projektanci, wielcy wynalazcy. Tymczasem twórcze myślenie to nie dar zarezerwowany dla wybranych, ale umiejętność, którą można pielęgnować na co dzień – przy biurku w pracy, w kuchni, w drodze tramwajem, a nawet podczas robienia zakupów. Kreatywność zaczyna się od ciekawości świata, od prostego pytania „a co by było, gdyby…?”, które zadaje sobie każdy z nas, tylko nie zawsze świadomie. Największym wrogiem twórczego myślenia jest pośpiech i automatyzm. Kiedy powtarzamy te same schematy, wybieramy te same drogi do pracy, reagujemy według tych samych utartych wzorców, mózg działa jak dobrze wydeptana ścieżka w lesie. Wygodnie, ale przewidywalnie. Kreatywność wymaga czasem zejścia z tej ścieżki, spróbowania innej trasy, spojrzenia na problem od drugiej strony. To może być zmiana kolejności porannych rytuałów, nowe połączenie smaków w kanapce czy pomysł na mały projekt w domu, który od dawna odkładaliśmy „na później”. Ćwiczeniem twórczego myślenia może być obserwowanie drobiazgów. Zauważenie, jak światło wpada do pokoju o różnych porach dnia, czy też śledzenie rozmów ludzi w kawiarni, nie po to, aby podsłuchiwać, ale żeby uchwycić rytm codzienności. To właśnie z takich obrazów powstają potem dobre teksty, obrazy, projekty i rozwiązania problemów, które wydawały się nie do ruszenia. Kreatywność nie jest więc jedynie błyskiem natchnienia, lecz wynikiem uważnego patrzenia i zadawania prostych pytań. Współczesny świat dostarcza nam też mnóstwo inspiracji: filmy, seriale, książki, podcasty, a także internetowe miejsca, w których ludzie dzielą się swoimi pomysłami. To tam trafiamy na historie zwykłych osób, które krok po kroku zmieniają swoją codzienność. Łatwo przepaść w morzu treści, dlatego warto mieć swoje stałe źródła inspiracji, takie jak ulubiony blog kreatywny albo kanał, który nie tylko pokazuje efekt końcowy, ale również odsłania kulisy procesu – wątpliwości, błędy i poprawki. Kolejnym elementem budowania kreatywności jest odwaga testowania rzeczy niedoskonałych. Perfekcjonizm jest jak hamulec ręczny – niby można z nim jechać, ale bardzo spowalnia. Wielu ludzi rezygnuje z pisania, malowania, robienia zdjęć czy nagrywania filmów, bo już na starcie myślą: „to nie będzie dość dobre”. A przecież pierwsze próby rzadko kiedy są spektakularne. Ważniejsze od efektu jest to, że w ogóle spróbowaliśmy, bo z tego rodzi się doświadczenie. Z czasem pojawia się swoboda, a twórcze pomysły przychodzą coraz łatwiej. Nie można też zapominać o odpoczynku. Paradoksalnie, najbardziej błyskotliwe idee często pojawiają się nie wtedy, gdy siedzimy spięci nad biurkiem, ale podczas spaceru, w kąpieli, w kolejce do sklepu. Mózg, który ma przestrzeń do błądzenia, potrafi łączyć fakty w zaskakujący sposób. Dlatego jednym z najlepszych „treningów kreatywności” jest czas bez ekranu, w ciszy lub z ulubioną muzyką, kiedy nie próbujemy na siłę wymyślić czegoś genialnego. Na koniec warto zauważyć, że kreatywność nie musi być spektakularna. Nie każdy pomysł zmieni świat, ale może zmienić czyjś dzień – nasz lub bliskiej osoby. Wymyślona przez nas zabawa dla dzieci, własny system organizacji dokumentów, prosty patent na szybsze sprzątanie mieszkania czy nowy sposób prowadzenia zeszytu z notatkami – to wszystko są przejawy twórczego myślenia. Jeśli codziennie damy sobie choć kilka minut na takie małe eksperymenty, po roku okaże się, że nasza codzienność wygląda inaczej: jest bardziej dopasowana do nas, mniej schematyczna i zdecydowanie ciekawsza. Kreatywność to nie supermoc, z którą się rodzimy, lecz mięsień, który można trenować. Im częściej próbujemy, tym odważniej myślimy i tym więcej dróg widzimy tam, gdzie inni dostrzegają tylko ścianę. Warto więc traktować każdy dzień jak małe laboratorium – miejsce, w którym szukamy lepszych, prostszych, bardziej radosnych rozwiązań dla siebie i dla innych.